GENEZA

Karmelowy Romantyzm – konkurs Royal-Stone

competition - caramel
Written by Monika

Ten post dostępny jest także w języku: angielski

Royal-Stone jest wyjątkowym sklepem na polskim rynku. Ich asortyment dedykowany jest dla osób samodzielnie tworzących biżuterię. A ich produkty są wyjątkowej jakości. A to nie wszystko!

Każdego roku tworzą wyjątkowy konkurs. Tematami przewodnimi jest 13 zdjęć, na które trzeba samodzielnie wykonać biżuterię w dowolnej technice. Powiązaniem może być kształt, kolor lub sam temat zdjęcia. Wykonać zdjęcie na białym tle i wysłać swoje zgłoszenie. Zwycięskie prace znajdą się w kalendarzu na przyszły rok. Są trzy miejsca na podium i wyróżnienia. Zwycięzcy otrzymują między innymi nagrody pieniężne do wykorzystania w sklepie.

W ubiegłym roku wzięłam udział ze swoim kameleonem – Furciferem. Biżuterią zajmowałam się od niedawna, było to dla mnie właściwie pierwsze wyjście do zupełnie obcych ludzi. Nie zdobyłam żadnej nagrody, jednak moja praca cieszyła się uznaniem. Ośmieliło mnie to na tyle, że w tym roku postanowiłam znów spróbować swoich sił.

inspiracja

Gdy opublikowano zdjęcia na Karmelowy Romantyzm, wiedziałam, że to jest to! Pomysł pojawił się od razu, wraz z niedającą się wyrzucić z głowy myślą o surowych bursztynach. Ich karmelowo-brązowym słodkim kolorze i wyglądzie jakby można na nich połamać zęby. Od początku wiedziałam, że będzie to naszyjnik. Srebro i bursztyny. Długi. W pierwszej chwili myślałam o ciężkiej kolii, ale wraz ze szkicami, przymierzaniem bursztynów i precyzowaniem wszystkiego w głowie, ten pomysł został odrzucony.

szkice

Proces postępował powoli, acz nieprzerwanie. W międzyczasie do projektu dołączył kaboszon i długo się wahałam pomiędzy kamieniem księżycowym a kwarcem rutylowym. Mój kot wybrał kwarc, kradnąc mi go z biurka i uciekając z nim po całym mieszkaniu. Po zabraniu kociej zabawki, mogłam przystąpić do tworzenia. Docięcie, wygięcie i ukształtowanie odpowiadającego mi kształtu z drutu srebrnego próby 999 było pierwszym krokiem. Następnie został on zlutowany w kluczowych miejscach. Miałam wątpliwości jak oprawić kamień. Zamknięta biza byłaby zbyt „ciężka” i zabierałaby sporo z uroku i przejrzystości kwarcu, więc po przymiarkach zdecydowałam, że to nie to.

1 -poczatek

Nie podobają mi się oprawy kamieni w „łapkach” – druty łapiące kamień, jakoś nie są dla mnie szczytem elegancji, postanowiłam więc zbudować coś innego. Pierwsze przymiarki z miedzianego drutu wyszły udane, idealnie dostosowując potrzebne mi długości do kamienia. Odcięłam potrzebny drut na dwie srebrne łezki, ukształtowałam i zlutowałam razem. Potem używając średniego lutu, połączyłam z trójkątem i półokręgiem, które miały trzymać kamień. Mając już gotową oprawę postanowiłam przymocować ją do reszty naszyjnika na dwa sposoby. Dół przylutować do bazy, górę oprawy połączyć z drutem którym później będę owijać resztę pracy. W tym czasie Kirian postanowił, że zbyt długo już siedzę nad projektem i czas na zabawę. Nie było wyjścia – chwila relaksu.

1b-kot

Udało się wszystko ładnie zlutować lutem miękkim i przystąpić do dalszej pracy!

po lutowaniu

Jak zawsze na oko docięłam srebrne druty. Stopiłam kulki na końcach. Korzystając z drutu 0,4 mm zaczęłam wszystko owijać i mocować.

3 zagubiona w drutach

Ponieważ niefortunnie zerwała mi się owijka, odwinęłam wszystko i owinęłam raz jeszcze, używając tym razem krótszego niż 1,5 metra kawałka. Drugim kawałkiem drutu 0,4 zaczęłam owijać od dołu, łącząc przygotowane wcześniej łańcuszki z kolią.

4 łańcuszki

Druty jak zwykle, zaczęły żyć własnym życiem w moich rękach, same układając się w miejscach i spiralach, które dla nich i projektu były najlepsze. Troszkę działa mi to na nerwy, bo gdy chcę ułożyć jakiś drut inaczej, nie chce dać się przewlec, stawia opór, potrafi nawet dziabnąć mnie w oko, dopóki nie skapituluję i nie dam im swobody. A gdy nie ulegam – kończy się to rozplątywaniem i ponownym wyżarzaniem, bo praca nie wygląda jak powinna i mi się nie podoba.

5 jeszcze tylko kamienie

Gdy wszystko było już zaplecione i pozawijane jak powinno, a efekt przypadł mi do gustu, przyszła pora na trochę chemii i znęcania się. Praca najpierw wylądowała w kwasie, później w wodzie, a potem wraz z wsadem stalowym w polerce bębnowej, gdzie wszystkie miękkie druty utwardziły się i wypolerowały na wysoki połysk. Po 4 godzinach w bębnie, nastąpił czas na kamienie. Zamknięcie kwarcu było dość uciążliwe. Musiałam domknąć formę nie uszkadzając drutu, ale szczęśliwie się udało. Następnie stapiając końcówki drutu 0,6mm tworzyłam łączenia bursztynów z łańcuszkami. Strasznie się wszystko plątało na tym etapie. Gdy bursztynki zostały połączone, pozostał mi tylko zamszowy rzemień i wykonanie zakończeń oraz zapięć z srebrnego drutu. Delikatne przetarcie ściereczką z płynem do czyszczenia srebra i voilà praca była gotowa. Teraz tylko zdjęcia…

7 całość6 zbliżenie z-boku5 bursztyny

Baza kolii ma wymiary 9cm na 4cm, a wraz z łańcuszkami i bursztynami w najdłuższym miejscu ma 14 cm. Długość naszyjnika (rzemień wraz z kolią) to 43.5 cm. Waga samego srebra to prawie 19 g, a waga całego naszyjnika wynosi 35.30g.

Mnie osobiście bardzo się podoba. Jest dokładnie taki jak chciałam – trochę ciężki, trochę lekki. Energetyczny i zwiewny, z lekką nutką boho. A jak Wam się podoba?

About the author

Monika

2 Comments

  • I’ve been exploring for a bit for any high quality articles or
    weblog posts in this kind of space . Exploring in Yahoo I
    finally stumbled upon this site. Studying this info So i am satisfied to express that I have a very good uncanny feeling I discovered exactly what I needed.
    I such a lot definitely will make certain to do not put out of
    your mind this website and provides it a glance regularly.

Leave a Comment